Gościmy ją u siebie prawie codziennie. Za każdym razem każe na siebie czekać ponad pół godziny. Wkracza leniwym krokiem do kuchni, często jeszcze ziewając, i rząda towarzystwa herbaty, najlepiej zielonej. Uwielbiamy ją, mimo, że spędza z nami zaledwie kilka minut. Proszę państwa...Królowa Jajecznica!
Na portalach społecznościowych aż roi się od zdjęć owsianek jedzonych na śniadanie. Owsianka z bananem. Owsianka z masłem orzechowym. Owsianka i kubek kawy. Owsianka i jesienne liście. Owsianka i skarpety ze świątecznym motywem. Owsianki są w porządku, naprawdę. Był taki etap w moim żywieniu, że owsiankę jadłam codziennie, właśnie dlatego, że mogłam przyrządzić ją na sto różnych sposobów. Dodawałam do niej orzechy, masło orzechowe, banana, truskawki, brzoskwinie, czekoladę, cynamon...Słowem: wszystko, co dobrze wpasowywało się w słodkie nuty smakowe. Nie prosiłam tylko o gluten. I o mnóstwo węglowodanów. Niby taka owsianka to nie grzech, ale gdy na śniadanie zje się płatki owsiane (nawet te bezglutenowe, które po pewnym czasie odkryliśmy) na słodko, później kilka owoców, a na obiad doprawi się ryżem lub makaronem, to tych węglowodanów zaczyna robić się za dużo. Tak dużo, że tylko osoba uprawiająca wyczynowy sport mogłaby przyjmować takie ilości bez wymiernych zmian w figurze czy samopoczuciu. Ja nie będąc taką osobą nie tylko nie chudłam, ale miałam wręcz wrażenie, że przybieram na wadze, a dodatkowo ciągle czułam się zmęczona i senna. Szukaliśmy rozwiązania i nie musieliśmy długo na nie czekać. Owsianka pokornie, ze spuszczoną głową i początkowo z lekkim oporem, ustąpiła miejsca jajecznicy. Wydawać by się mogło, że jedzona codziennie (oprócz niedziel - o tym innym razem) jajecznica może z czasem się znudzić, ale nie wtedy, gdy kominuje się na różne sposoby z dodatkami.
Wczorajszą jajecznicę przygotowałam z dwóch jaj. Najpierw na maśle Kerrygold (gorąco polecamy!) podsmażyłam pół pokrojonej w kostkę cebulki i ząbek czosnku. Następnie dodałam warzywa w kolejności od najdłużej do najkrócej się gotujących, tj. marchew, pietruszkę, paprykę, batat i cukinię - wszystkie w ilości "na oko" lub "ile zostało w lodówce". Gdy warzywa (które czasem podlewam wodą, żeby się nie przypaliły) zmiękły, dodałam do nich 2 jajka, posypałam je solą i pieprzem, wmieszałam je w warzywa i na wolnym ogniu mieszałam całą masę jajeczną dopóki nie ścięła się i nie powstałą pyszna i aksamitnie kremowa jajecznica. Takie śniadanie syci mnie na kilka godzin, a ze względu na to, że zawiera znacznie mniejszą ilość węglowodanów niż owsianka, nie czułam się po niej źle, a waga ustabilozowała się po krótkim czasie. Tak, nie odkryłam Ameryki. Kiedyś (możliwe, że i teraz) jajecznica w wielu była najczęściej spożywanym daniem na śniadanie - szczegół, że często na przemian z kanapkami, ale jednak. Z czasem jednak przestała być doceniana, może ze względu na problem z dostępnością produktów, zwłaszcza jajek. My jednak zawsze staramy się kupować te wiejskie u sprawdzonych sprzedawców, gdy skończą nam się jajka, które przywożę od mamy. Szukajcie, a znajdziecie. Powodzenia i smacznego!
PS. Dziś jedliśmy jajecznicę z dodatkiem wiejskiej kiełbasy i brokułem. Była pyyyszna!
