25 listopada 2015

Begin again.

Przypomniało mi się, że miałam wrócić do blogowania. Dziś mi się przypomniało, a z zamiarem noszę się od...jakiegoś czasu :) Niby bez bloga można żyć, niby nie każdy musi zająć sobie swój kawałek podłogi w sieci, i przyznam, że były momenty, gdy myślałam, że właśnie jestem tą osobą, ale jest też jakaś cząstka mnie, która potrzebuje się uzewnętrznić, podzielić ze światem przemyśleniami, spostrzeżeniami, inspiracjami i pomysłami. Ogólnie to nie przedstawiłam się. Jestem Paula. Jestem matką. Matką prawie dwulatka. Absorbuje ten mały Szkrab, że szok. W dodatku pracuję, chociaż tylko przez kilka godzin dziennie, ale przynoszę pracę do domu. Staram się być też przyzwoicie dobrą kurą domową - piorę, gotuję, robię zakupy i sprzątam. Staram się też rozwijać naukowo. Coś tam poczytam, coś tam obejrzę, coś tam napiszę, z kimś tam się spotkam. I wydawać by się mogło, że nie mam wolnego czasu. Cóż...bo chyba go nie mam, ale podobno im więcej ma się obowiązków, tym łatwiej zorganizować sobie czas i znaleźć pare wolnych chwil, które można poświęcić, np. pisaniu bloga. Zatem challenge accepted. Będzie o wszystkim, bo podobno jestem człowiekiem orkiestrą. Człowiekiem, który ma wielką potrzebę przeprowadzenia dialogu ze światem wirtualnym. Zapraszam do dyskusji.

PS. PauliOkiem to nazwa mojego starego bloga. Było mi na nim wygodnie. Frustrował mnie jedynie pełen wiecznych usterek portal, więc niech już taka nazwa zostanie, co by może ktoś skojarzył, że to jedna i ta sama Paula.

PS2. Nazwa postu to tytuł filmu z Keirą Knightley, Adamem Levine i Markiem Ruffalo. Przyjemny, życiowy, aczkolwiek nie polecam go osobom, które nie przepadają za filmami muzycznymi. Nie jest to typowy musical, ale fabuła skupia się w dużej mierze na muzyce właśnie. Ogólnie można obejrzeć w leniwy, weekendowy wieczór, ale widziałam lepsze filmy. A post zatytułowałam w ten sposób, ponieważ akurat przypomniał mi się ten film. Usłyszałam Levine w radio.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz