4 grudnia 2015

Million Dollar Baby - Intro

Miałam dziś napisać post o czytaniu książek przez dzieci, ale będzie o czym innym. Nie doszłoby do tego, gdybym nie pracowała. I gdybym pewnego dnia nie narobiła w pracy szumu wokół mojej osoby. Ogólnie muszę zacząć od tego, że komplementy mnie peszą. Miło mi, gdy od czasu do czasu usłyszę, że ładnie wyglądam, łądnie się umalowałam, uczesałam lub mam coś ładnego. Uśmiechnę się, podziękuję, moja samoocena zostanie mile połechtana, ale gdy tych słodkości robi się więcej niż jedna to nie wiem co ze sobą zrobić. Tak jak w ostatnią środę, gdy weszłam do pokoju w spódnicy i bluzce z ciuchlandu, butach, które mam już z 3 lata i żakiecie, który służy mi już czwarty rok. Zaczęło się od pochwały nóg, a skończyło na lawinie komplementów dotyczących ubioru, fryzury, torebki i zębów. Spaliłam buraka i nie nadążałam z podziękowaniami. Koleżanka szepnęła mi: "No bo z Ciebie jest naprawdę taka mega laska. Widać, że bardzo o siebie dbasz." Inna osoba powiedziała mi, że pewnie często chodzę na zakupy i na pewno lubię to robić (i miała na myśli zakupy w galeriach; swoją drogą nie znoszę takich typowych, galeryjnych zakupów). Kolega z sekretariatu chwaląc fryzurę powiedział, że takiego koka lub loki to rzeźbię pewnie z pół godziny. Zaprzeczam, ale jakoś mało kto mi wierzy, że zbieram się w 15 minut, bo mam małego żywczyka, który gdy tylko zobaczy, że maluję się lub czeszę, to ze zdwojoną chęcią domaga się wzięcia na ręce, uwieszając się desperacko na moich nogach i głośno lamentując. Gdy już zachwyty ucichły jedna z koleżanek podeszła i powiedziała, że współczuje sobie lenistwa, a mi gratuluje dobrej organizacji. Nie wiem o co dokładnie jej chodziło, ale na pewno powiedziała o czymś, co pomaga mi wyglądać tak jak wyglądam nie wydając przy tym miliardów i nie ślęcząc godzinami nad lustrem. Dobra organizacja czasu, świadomość swojego ciała, jego wad i zalet, parę przydatnych trików i podchodzenie do zakupów z głową i dystansem. O co chodzi?

Napisze o kilku zasadach, którymi kieruję się podczas kreowania mojego wizerunku (tak profesjonalnie to brzmi, ale jest to takie słowo-pigułka). 
  1. Nie jestem modna. Kupuję to co mi się podoba i to co pasuje do mojej figury. Uwielbiam koszule-mgiełki (zakłądam pod nie cielisty top z Gatty lub Pepco), bluzki i sukienki z baskinką, dobrze skrojone żakiety, czarne spodnie (uwielbiam spodnie z Terranovy - ładnie leżą, ale są elastyczne i tanie), rozkloszowane spódnice i sukienki, ołówkowe spódnice i sukienki o prostym i klasycznym kroju w kolorach i wzorach, które lubię i w których dobrze wyglądam, np. biały, czarny, beżowy, ciemny szary. Lubię wzory kwiatowe, ale zaczęłam wprowadzać je do garderoby dopiero gdy oswoiłam się z fasonami. Kiedyś szukałam pomysłów na zestawienia na Pinterest i Polyvore, ale później nabrałam wprawy i teraz sama wymyślam stylizacje, bez dłyższych przemyśleń. Jeżeli już zdarzy mi się, że podpatruję styl gwiazd to jestem konsekwentna i nie skaczę "z kwiatka na kwiatek". Cenię sobie styl Mirandy Kerr, Kim Kardashian i Małgorzaty Sochy.
  2. Nie kupuję w galeriach. Dla mnie jest tam zbyt duży wybór. Mam też na chodzenie po galeriach za mało czasu i chęci. Wolę ten czas przeznaczyć na obejrzenie jakiegoś filmu, przeczytanie ksiązki lub pójście z Żabolkiem do bawialni. Gdzie kupuję? W ciuchlandach (nie robię maratonów - mam dwa-trzy ulubione ciuchlandy, w tańszych outletach (np. lubelski ToNext), w Pepco i w KIKu). Nie liczy się dla mnie metka. Nie patrzę też na to czy taki ciuch nosi połowa ulicy czy w ogóle nikt w czymś takim nie chodzi. Gdy coś mi się podoba i dobrze się w tym czuję to taki ciuch kupuję. Ostatnią zdobyczą jest rozkloszowana sukienka z Pepco i bandażowa spódnica z ciuchlandu.
  3. Nie przesadzam z makijażem. Ogranicza się on do powtarzanych codziennie kroków: ulubiony podkłąd (AA Make Up Lumi), puder (Compact Powder Editt), bronzer (Margaret Cosmetics na zmianę z Ingrid), troszkę różu (też z Margaret Cosmetics), brązowy cień do podkreślenia brwi (rozpływam się teraz nad cieniem Freedom z Pepco - idealny!) oraz tusz do rzęs. 5 minut i jestem umalowana.
  4. Mam trzy ulubione i sprawdzone fryzury. Pierwsza to proste włosy. Nie suszę ich, bo nie mam czasu. Gdy widze jakieś niepożądane fale lub zawijasy to przejeżdżam po nich prostownicą. Druga to fale, które robię wg sposobu Karoliny klik. Trzecia to kok - na wypełniacz nawijam włosy i upinam je spinkami. Na YT jest miliard filmów instruktażowych - różne techniki, różne długości, różne wypełniacze. Dzięki temu, że ma takie trzy ulubione fryzury nie wyglądam codziennie tak samo.
  5. Paznokcie - zainwestowałam w lampę UV i kilka lakierów. Robię hybrydy, które pozostają w stanie nienaruszonym przez prawie trzy tygodnie. Super sprawa.
  6. Biżuteria. Dodaje szyku nawet najprostszej stylizacji. Jestem sroką, ale jestem oszczędna, dlatego dopóki nie pościera mi się jedna ozdoba to staram się nie kupować kolejnej. Mam dwa łańcuchy, parę kolczyków, bransoletkę tzw. celebrytkę, jedną niby kolię i dwa zegarki. To mi wystarczy w zupełności. Zegarek noszę codziennie - uwielbiam zegarki i moja praca wymaga stałej kontroli czasu, a nie zawsze mam ochotę na rozglądanie się i sprawdzanie która godzina. Pozostałe elementy noszę okazjonalnie.
  7. Kupiłam sobie dwie solidne torebki. Nie, nie były drogie. Duża kosztowała jakieś 140zł na Allegro, a mała 45zł na targu. Obie są bardzo solidnie wykonane, wzorowane na torebkach Michaela Korsa. Dużą mam już trzeci rok i nic się z nią nie dzieje; wygląda jak nowa. Małą mam od roku - również wygląda idealnie.
  8. Buty. Jeśłi chodzi o buty to dla mnie im prostsze tym lepsze. Bo jak się kupi zbyt udziwnione to ciężko takie potem zestawić z jakimiś wzorami w ubiorze. Dlatego w swojej garderobie mam parę czarnych, prostych botków na szpilce (kupiłam w Deichmannie trzy lata temu za stówkę), trzy pary czółenek na obcasie - czarne zamszowe, czarne skórzane i beżowe z połyskiem, czarne biker boots, dwie takie same pary balerin różniące się jedynie kolorem (jedne czarne, drugie beżowe) oraz rude kozaki polskiej firmy Lucyna (polecam!). Więcej mi nie trzeba. Wolę poszaleć w kwestii ubioru.  

Jak widzicie mój wygląd zamyka się w ośmiu banalnych krokach. Planuję każdy z nich przedstawić w oparciu o ilustracje, własne zdjęcia, zestawiania, zdjęcia gwiazd. Ale to już kolejnym razem. Trzeba zająć się dzieciakiem :) Bez niego żaden ciuch, żadne paznokcie, żadna biżuteria nie wywołałyby takiego uśmiechu na twarzy, który towarzyszy mi stale i może to on dodaje mi tego wdzięku i urody.

1 komentarz:

  1. Bardzo inspirujący wpis:) proszę o więcej:) w ogóle blog zapowiada się bardzo ciekawie. Mam nadzieję że będzie więcej regularnych wpisów;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń