22 lutego 2016

Sleeping beauty

Dziś postanowiłam, że podzielę się z Wami jednym z najcenniejszych zasobów wiedzy jaki posiadam, a nabyłam go nie dawniej niż pół roku temu. Tą wiedzą są zalety snu, a zwłaszcza snu w środku dnia.



Jeszcze pół roku temu ucięcie sobie drzemki w środku dnia uznawałam za rzecz niewykonalną. Dzień zaczynałam dość wcześnie - tak wcześnie, jak wcześnie wstało moje kochane dziecię. Piłam mocną kawę, następnie jedliśmy śniadanie, bawiliśmy się, Bąbel marudził, znów jedliśmy, znów bawiliśmy się, szliśmy na spacer, po zakupy, wracaliśmy i modliłam się żeby dziecko padło ze zmęczenia (bo wtedy jeszcze nie potrafiłam zapanować nad drzemkami Młodego - tego też mogę Was nauczyć, ale później) - była 14, ja byłam już bardzo zmęczona, czego nie można było powiedzieć o młodzieży. Piłam kolejną kawę, po jakiejś godzinie Młody padał, a ja robiłam wszystko, czego nie mogłam zrobić gdy zajmowałam się dzieciakiem - sprzątałam, robiłam obiad, nastawiałam pranie - wiadomo, że w domu zawsze coś się znajdzie do zrobienia; następnie ogarniałam się do pracy. Później szłam do wspomnianej już pracy (tak, pracuję popołudniami) na kilka godzin, po powrocie musiałam czasem położyć Małego spać (czytaj: czekać aż padnie po raz kolejny, co zwykle miało miejsce około północy), chociaż czasem bywało tak, że to ja padałam pierwsza ze zmęczenia, a dzieciak budził mnie okrzykami plemiennymi. Mój wspaniały Mąż doradził ucinanie sobie drzemki w środku dnia podczas gdy Mały śpi, ale po pierwsze: nie miałam kiedy (Mały szedł spać za późno), po drugie: nie mogłam zasnąć. Szybko nasunął mi się na myśl oczywisty wniosek: wpadłam w błędne koło obficie napędzane kofeiną. 

Pierwszym działaniem było odstawienie kawy. Przez pierwsze trzy dni chodziłam jak zombie. Niby chciało mi się spać, ale nie mogłam. Dodatkowo strasznie bolała mnie głowa. Nikomu nie życzę takich przeżyć :) Później ustaliliśmy, że Mąż zabierze Latorośl na krótki spacer, a ja w tym czasie postaram się położyć i zasnąć, jeśli mi się to uda. Nie udało mi się zasnąć pierwszego dnia, nie udało drugiego, ale trzeciego dnia zasnęłam na kilkanaście minut (na tak krótko, bo dużo czasu zajęło mi samo zaśnięcie). 

Później było już tylko lepiej. Kładłam Małego i gdy miałam czas to ucinałam sobie półgodzinne drzemki, po których czułam się zaspana przez minutkę, a później czułam jak cudowną regeneracje daje te 30 minut snu. Po miesiącu udało nam się wyregulować drzemki Bąbla, tak, że mogłam dogodnie zgrać je z tymi moimi, z obowiązkami domowymi i z pracą. Odżyłam! Zauważyłam poprawę nie tylko w ogólnym samopoczuciu, ale także w sylwetce, kondycji cery i włosów, wydajności w pracy i organizacji w życiu. Obecnie śpimy regularnie razem (w tym ja przez 30-60 minut - zależy od dnia), po czym ja serwuję sobie dla smaku i lekkiego kopniaka małą kawę z mlekiem. Czuję się wspaniale i tylko przy bardzo intensywnym dniu czuję zmęczenie wieczorem. Natomiast w pozostałe dni mam jeszcze mnóstwo siły, bez problemu udaje nam się obejrzeć odcinek serialu, pogadać lub coś poczytać.

Także z całego serca polecam Wam taką naukę snu jaką sama przeszłam:
  1. Odstawcie poranną kawę.
  2. Wyciszajcie się razem z dzieckiem (jeśli je macie; jeśli nie to sami ustalcie sobie czas na drzemkę) i starajcie się przynajmniej poleżeć w spokoju kilkanaście minut, gdy maluch zaśnie.
  3. Ustawcie budzik*. Na pewno któregoś dnia uda Wam się w końcu zasnąć.  

*Podobno idealna drzemka powinna wynosić od 20 do 30 minut. Dzięki temu nie zakłócimy naturalnego rytmu snu w nocy (organizm wprowadzi nas jedynie w 1 i 2 fazę snu). Dajmy sobie jednak czas na zaśnięcie, więc gdy ustawiamy budzik to doliczmy to czasu pobudki 10-15 minut.

Słodkich snów!

1 komentarz:

  1. Bardzo inspirujący post. Zwłaszcza ze sama jestem mama dwójki dzieci w tym jednego 8- miesięcznego szkraba i moja jakość sun pozostawia wiele do życzenia:-) mam nadzieje ze więcej bedzie takich postów. Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń